<title_newspaper="Gazeta Robotnicza">
<title_article="Wrocławski spacer i refleksje">
<author_1="Aleksander Olek">
<language="pl"> 
<style="press"> 
<year="1954">
<month="7">
<date="1954-07-10/11">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Przed kilkoma dniami, kiedy zadeszczone niebo przetarło się i słońce z hojną szczodrobliwością lipcowego rozrzutnika sypnęło blaskiem na ulice Wrocławia, ruszyliśmy z przyjacielem po mieście na oddawna obiecywany sobie „połów"; oświetlenie było wspaniałe, a pierzaste obłoki leniwie błąkające się nad miastem obiecywały, że „połów" będzie udany, i rzeczywiście - po kilku godzinach wędrówki i pstrykania byliśmy bardzo zadowoleni, chociaż porządnie zmachani. Pieszo brnąć po Wrocławiu od budującej się dzielnicy mieszkaniowej na Świerczewskiego poprzez Rynek, gdzie pod rękami murarzy odradzają się świeżą czerwienią odwieczne rówieśniczki Ratusza, poprzez wąziutkie i splątane uliczki w okolicy Uniwersytetu, i dalej - nadbrzeżem przez mosty - do odrestaurowanej potnżnej katedry otoczonej już przepięknym wieńcem świeżutkich różnokolorowych kamieniczek z ubiegłych stuleci - dobrnąć aż tu pieszo, to trzeba się porządnie namęczyć. Ale za to nagroda – ileż tu nowych i ciekawych, i cieszących oko i serce – rzeczy.
Trochę wspomnień
Mimo woli przypomniał mi się rok 1948, kiedy to miasto dopiero zaczynało się dźwigać z ruin, kiedy nie było jeszcze sposobu, żeby myśleć o tych wszystkich cudeńkach, bo najpierw trzeba było odbudować, i budować nowe, te wszystkie Pafawagi. FUM-y, Wodomierze, Archimedesy, Wizowy. Chodziliśmy po straszliwie okaleczonym mieście razem z grupą zagranicznych dziennikarzy, którzy zjechali się tu wtedy z całego świata chyba - trwał Kongres Intelektualistów, Kongres który położył fundamenty pod dzisiejszy potężny gmach obozu pokoju. Chodziliśmy po mieście i z dumą pokazywaliśmy Dom Towarowy, Halę Ludową, Ratusz opleciony wtedy z jednej strony siecią rusztowań, nowe linie tramwajowe, nowe trawniki. Prawda, nie dużo tego razem było. Nawiasem trzeba powiedzieć, że odbudowa cieszy dzień, dwa, tydzień, a później powszednieje i Już nie zauważa się nawet, że niedawno straszyła tu jeszcze ruina, że kosztowało to tyle pracy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
   
</author_1> 
</title_article>
</title_newspaper>